Duet egzotyczny, czyli: niezwykła para ma więcej pary

Skąd się biorą muzyczne duety, których nikt się nie spodziewał? Recepta wydaje się prosta: trzeba połączyć dwa odległe światy.

nocka1003.jpg W muzyce panie nie mają pierwszeństwa. Taka myśl prześladowała mnie, kiedy przygotowywałem muzyczną oprawę konkursu na Najpiękniejszą Piosenkę o Miłości. Piosenek śpiewanych przez mężczyzn jest więcej. W dodatku duety są zapowiadane bez elegancji, bez dobrego wychowania: najpierw jego, potem jej nazwisko. Artyści śpiewają o miłości, prawią czułości nie bez wzajemności – i zawsze facet przodem.
George Michael i Aretha Franklin. Peter Gabriel i Kate Bush. Moby i Gwen Stefani. Są oczywiście wyjątki i wszyscy wiemy, jak się mają do reguły. Można to pokrętnie wytłumaczyć – skoro piosenka pochodzi z jego płyty, on jest ważniejszy. Załóżmy jednak, że ten brak kultury wynika tylko z nieuwagi prezenterów. Bo przecież w show-biznesie jest miejsce na odrobinę uprzejmości. Edyta Bartosiewicz i Krzysztof Krawczyk – różnica niewielka, a wszyscy wciąż wiemy, o co chodzi.

Buntowniczka i Kristof

Kiedy śpiewała „mam na imię Jeanny”, wszyscy wiedzieli, że to zgrywa. Edyta zawsze brzmi szczerze i wiarygodnie. Nie padła ofiarą mody ani na muzyczną cepelię, ani na dance’owy rytm. Najbardziej jej do twarzy z gitarą akustyczną. Nagrywała z innymi artystami (Róże Europy, Hey), więc nikogo nie powinien dziwić jej wspólny występ… z nim?! Z Trubadurem, co pływał parostatkiem w piękny rejs? Przecież on na zawsze zostanie nam w pamięci jako ten, który „wciąż pamięta ciebie z tamtych lat” i wylicza „to, co dał nam świat”.
No… nie na zawsze. Krzysztof z pomocą Edyty przestał się kojarzyć wyłącznie z dancingowym zadęciem. Bo o tym, że „Trudno tak razem być nam ze sobą” zaśpiewali subtelnie. Zaśpiewali z nutką melancholii, która sprawia, że znowu jest ważne, „jak minął dzień, jak minął dzień dzisiejszy”.

Chłopię i Aktoreczka

Zdobyła filmowe szczyty. Grała w kinowych przebojach „Szybki jak błyskawica”, „Za horyzontem”, czy „Batman Forever”. Była żoną Toma Cruise’a, i to zanim Tom został apostołem scjentologii. Za rolę w „Godzinach” dostała Oscara. Występem w „Moulin Rouge” Nicole Kidman udowodniła, że potrafi też śpiewać. Tę jej umiejętność wykorzystał Robbie Williams i zaprosił ją do wspólnego wykonania uroczej piosnki „Something Stupid”. Robbie nie może wybaczyć swoim biografom, że pamiętają jego wokalno-choreograficzne popisy w Take That. Staje na głowie, żeby przekonać wszystkich, jaki jest wszechstronny. Ostatnio zapowiada rapową płytę. Wcześniej penetrował obrzeża popu, chcąc zadowolić krytyków, cmokierów, miliony fanek i tysiące fanów. Czasem mu się udawało.
Duet z Nicole jest bezpretensjonalny i niebanalny zarazem. I tylko złośliwi twierdzą, że to zasługa nie wykonania, a kompozycji, którą kiedyś śpiewał Frank Sinatra.

Sexbomba i Raper

Jej ojciec był śpiewakiem i nauczycielem. Dbał, żeby córeczka pracowała nad talentem, który ma w genach. Mariah Carey od dzieciństwa była skazana na sukces, więc nie angażuje się w niesprawdzone projekty. Bez eksperymentów – śpiewa, komponuje i projektuje bieliznę. W planach ma napisanie książki dla dzieci. O walce o pokój nie wspomina, ale nikt nie jest doskonały. Chciałaby zapewne, żeby już nikt nie mówił o niej „Whitney Houston dla ubogich”.
Ktoś taki nie nagrałby przecież piosenki z Busta Rhymes’em. Busta to artysta. Nie kreuje się na czarnego gangstera. Przekonuje krytyków, że rap może być sztuką. Za sprawą jamajskich przodków w jego twórczości pobrzmiewają echa reggae. Busta to ktoś więcej niż wytatuowany mięśniak. A ponieważ przystojny z niego muzyk, „I Know What You Want” w duecie z Mariah brzmi przekonująco.

Bogini i Menago

Catherine Deneuve. I wszystko jasne. Muza Bunuela. Żona Mastroianniego. Aktorka Polańskiego i wielu innych wielkich reżyserów. Symbol francuskiego kina i Francji w ogóle. Do studia zaprosił ją Malcolm McLaren – impresario, projektant i prowokator. Przeszedł do historii jako odkrywca Sex Pistols, choć sam uważa się za wynalazcę punk-rocka. Na pewno wyzwolił niezwykły potencjał muzycznych rebeliantów. Uczynił ich legendą. I zarazem przyczynił się do tego, że grupa rozleciała się już po niespełna trzech latach. W show-biznesie nazwanie kogoś McLarenem to wątpliwy komplement.
Niemniej zawdzięczamy mu uwiecznienie Catherine Deneuve w piosence „Paris Paris”. Wielbiciele nie muszą znać francuskiego. Sam głos przyśpiesza krążenie i podnosi poziom testosteronu.

Plastik i Awangarda

Z telewizyjnego serialu trafiła do przemysłu muzycznego. Sprawia wrażenie, jakby była w pełni świadoma, że cokolwiek zrobi, a nawet cokolwiek ją spotka – jak niedawna choroba – jest produktem. I musi być najwyższej jakości, z opakowaniem włącznie. Od „I Should Be So Lucky” upłynęło już ponad dwadzieścia lat. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach da temu wiarę, oglądając najnowszy wideoklip Kylie Minogue?
Jest perfekcyjna i nieprzewidywalna dokładnie zgodnie z planem. Wyjątek – i być może, że jej największy przebój – to ballada „Where The Wild Roses Grow”. Kylie zaśpiewała ją z Nickiem Cave’em. Cave to muzyk, malarz, pisarz, scenarzysta, aktor, słowem – performer. Obsesyjnie drąży mroczne sprawy i zakątki. Niespokojny outsider, zawsze w awangardzie. Nie porywa tłumów, ale jego fani są mu oddani dozgonnie. Bo też najczęściej opowiada i śpiewa im o miłości i śmierci.

Skąd się biorą muzyczne duety, których nikt się nie spodziewał?

Recepta wydaje się prosta: trzeba połączyć dwa odległe światy. Można wtedy liczyć na to, że słuchacze Santany dowiedzą się, kim jest Shakira i odwrotnie. Włosi docenią Tinę Turner, a reszta świata pozna Erosa Ramazzotti.
Czasem jednak prawdziwa miłość zaskakuje samych zakochanych. W połowie lat osiemdziesiątych brytyjskie brukowce doniosły o kolejnym romansie Samanthy Fox. Mało kto pamięta jej hiciorek „Touch Me (I Want Your Body)”. Ale trudno zapomnieć o prawdopodobnie jedynych piersiach wystawionych na rynek muzyczny oraz publiczny. Chłopakiem Samanthy został wtedy Lemmy Kilminster, wąsaty i bokobrodaty lider Motorhead, który w metalowym łomocie śpiewał (?) o tańcach na grobie albo o zębach, których już nie ma. Fani Lemmy’ego łudzili się, że uczy śpiewać swoją ukochaną. Niestety, w tym czasie Kilminster miał problem z prawem do używania nazwy Motorhead i nie mógł wydać żadnej płyty. Dlatego wspólne dokonania Lemmy’ego i Sammy szczęśliwie pozostaną na zawsze ich tajemnicą.
Czy ich miłość była ślepa? Nie wiadomo. Głucha – na pewno.

źródło

 

Jedna odpowiedź to “Duet egzotyczny, czyli: niezwykła para ma więcej pary”


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: