Gejsza

Niedzielny wieczór, Kabukicho – tokijska dzielnica czerwonych latarni. Wzrok przyciągają kolorowe neony lokali oferujących usługi o charakterze erotycznym – od niezobowiązującego flirtu po pełną obsługę. Głównie mężczyznom, choć nie tylko. Hości – szczupli, opaleni mężczyźni z tlenionymi włosami a la młody Rod Stewart – krążą po okolicy, zaczepiają kobiety i zapraszają je do swoich klubów. Wejście do Top Dandy – czerwony chodnik, szklane drzwi, na ścianie zdjęcia najpopularniejszych hostów. Uśmiechają się tajemniczo, podpierając dłońmi podbródki. Młodzieniec we fraku gnie się w ukłonach. Jesteśmy tu pierwszy raz, więc przysługuje nam zniżka. Pół butelki brandy dla nas i butelka shochu (25-proc. japońskiej wódki) dla chłopców plus dwie godziny rozmowy z nimi za jedyne 50 dolarów od osoby. Przy drugiej wizycie zapłacimy już cztery razy tyle. – A oto menu z chłopcami – portier wręcza nam katalog ze zdjęciami. Ryunosuke lubi piwo i słodycze. Koki woli piłkę nożną i poznawanie nowych ludzi. ‚Sprawię, że rozkwitniesz’ – zachęca Sakura.- Mamy różne typy – mówi portier. – Macho, zimny drań, troskliwy opiekun. Możemy wybrać po jednym chłopcu. Ale przedstawi nam się ich więcej – na wypadek, gdyby ci wybrani nie przypadli nam do gustu.Wchodzimy do zadymionego pomieszczenia – lustra, skórzane kanapy, kryształowe żyrandole. Dudni klubowa muzyka. Przy każdym stoliku jedna lub dwie dziewczyny i kilku chłopców. One w dżinsach i T-shirtach, małomówne, sączą koktajle. Oni w eleganckich ciuchach, pewni siebie i roześmiani.

Niebiański Blask robi drinki

– Hello, nice to meet you, very beautiful, tonight high tension, yeah? – łamaną angielszczyzną wita nas Shunei, czyli Chwila Szczęścia. Naprawdę hości nazywają się Tanaka czy Nakayama, co można by było przetłumaczyć jako Środek Pola albo Średnia Górka. Ale tu przybierają nocne imiona: Taka, czyli Sokół, Amaki – Niebiański Blask, czy Kokoro – Serce.

Shunei to typ zimnego drania: wąskie dżinsy, pasek z logo D&G, podkoszulek w paski, obcisła marynarka. Jest pijany, ale nie traci pewności siebie. Pyta, w jakim języku się mówi w Polsce i jaki jest nasz sport narodowy. Głośno śmieje się z naszych dowcipów. Szarmanckim gestem zapala nam papierosy. Dolewa brandy. Srebrnymi szczypcami dokłada kostki lodu do szklanek. – Pocałunek? – ze śmiechem odpowiada na pytanie. – Mój kosztuje tysiąc dolarów.

Shunei od dwóch lat pracuje w Top Dandy. To jeden z najsłynniejszych z około setki tokijskich lokali tego typu. Istnieje od ponad 20 lat. Tu trafiła japońska pisarka Usagi Nakamura, która chciała tylko zobaczyć, jak w nich jest. Zakochała się w jednym z chłopców i przez dwa lata wydała ponad 200 tys. dolarów na drinki wypite w jego towarzystwie. Kiedy skończyły się jej pieniądze, napisała książkę „Przewodnik po host clubach”, która z miejsca stała się bestsellerem. Całą gażę zostawiła w Top Dandy. Wśród odwiedzających host cluby są hostessy pracujące w identycznych przybytkach dla mężczyzn. Inne to ułożone pracownice okolicznych biur – najczęściej przychodzą wieczorami, ale zdarza się, że pojawiają się o piątej rano, by przed pracą choć na chwilę zobaczyć ulubieńca.

Część klientek ma ledwie 18 lat. Inne niedługo skończą 60. Historie o kobietach, które zakochały się w hostach, popadły w długi i zostały zmuszone przez właścicieli klubów do prostytucji, od czasu do czasu pojawiają się w mediach, jednak większość klientek nie przeżywa takich dramatów. – Kobiety, które tu przychodzą, mają dużo pieniędzy i są samotne. Część z nich jest zamężna, często od wielu lat. Chcą po prostu porozmawiać z kimś przy szklance dobrego alkoholu i odprężyć się – opowiada Kazuma. Ma 23 lata. To typ niegrzecznego chłopca. Czasem, by rozweselić klientkę, wkłada kostium zielonej żabki.

Wszystko zaczyna się od seksu

Kluby, w których młodziutkie dziewczyny w wieczorowych sukniach zapalają mężczyznom cygara i zabawiają ich rozmową, są w Japonii bardzo popularne. Hostessy odgrywają rolę współczesnych gejsz, które za olbrzymie pieniądze pomagają zmęczonym pracą mężczyznom zrelaksować się przed kolejnym ciężkim dniem. Podobne przybytki dla kobiet, które kilka lat temu były sensacją, stają się coraz popularniejsze. Teraz, kiedy Japonki zarabiają więcej i są bardziej niezależne, randki z mężczyznami, którzy oczekują od nich uległości, nie dają im satysfakcji. Japończycy nie otwierają kobietom drzwi, nie zapalają papierosów, są powściągliwi w prawieniu komplementów. W host clubie mężczyźni zrobią dla nich wszystko.

Naoki (28) na zdjęciu w katalogu pozuje w skórzanych spodniach i bez koszulki. Nie jest rozmowny, patrzy prosto w oczy. – Każda klientka potrzebuje czegoś innego. Staram się ją wyczuć. Rozmowa jest trudna, nie możemy zadawać osobistych pytań: o pracę, wiek, sytuację w domu. Klientki często przychodzą tu, żeby o tym wszystkim zapomnieć – opowiada. – Jeżeli dziewczyna jest w odpowiednim nastroju, kieruję rozmowę na tematy erotyczne. Zaczynam od komplementu. Mówię, że ma ładne piersi, a potem się już toczy. Czy w grę wchodzi coś więcej niż rozmowa? Teoretycznie nie. Jeśli jednak host się zgodzi, można umówić się poza klubem. Ich sprawa, co wtedy robią i czy ona mu za to płaci, czy nie.

‚Dla mężczyzn seks jest ostatecznym celem. Hostessa musi pozwolić mężczyźnie myśleć, że się do niego zbliża, ale nigdy do tego nie dopuścić. Jeżeli na to pozwoli, on już nie będzie miał powodu, by przychodzić do klubu. Dla kobiet wszystko zaczyna się od seksu. Przywiązują się do mężczyzny, z którym się prześpią, i zostawiają wtedy w klubie więcej pieniędzy. Hości wiedzą, że jeżeli pójdą z klientką do łóżka, ona wróci. Wiem, bo sama tego doświadczyłam’ – opowiada Usagi Nakamura w książce Veroniki Chambers ‚Kickboxing Geishas’.

Naoki ma trzy stałe klientki, ale twierdzi, że nie zgadza się na wyjścia. Ma dziewczynę. – Nie mogę się do tego przyznać, bo powinniśmy być jak najbardziej dostępni dla klientek. Ona pracuje w sklepie z ubraniami. Wie, czym się zajmuję, i nie jest tym zachwycona, ale ponieważ bardzo dobrze zarabiam, jakoś to wytrzymuje. Alex, Australijka studiująca w Tokio, tłumaczy, że kobieta, która chce tylko seksu bez rozmowy i flirtu, idzie do tańszych klubów: – Wchodzisz, wybierasz chłopca i wychodzisz. Idziecie do hotelu. Koszt imprezy to ok. 150 dolarów dla chłopca i drugie tyle za hotel.

Raz skorzystała z usług takiego host clubu. – Chciałyśmy z koleżanką zrobić coś szalonego z okazji zdanej sesji. Zrobiłam to z ciekawości i nie zawiodłam się. Chłopak bardzo się starał. Nawet został ze mną do rana – opowiada.

Butelka szampana za tysiąc dolarów

Chłopcy zrywają się od naszego stolika. – Wzywają nas na szampana – tłumaczą. Wszyscy hości gromadzą się przy stoliku jednej z klientek – przysadzistej dziewczyny około trzydziestki. Jeden otwiera butelkę i napełnia kieliszki. Składają klientce życzenia i zachęcają ją do picia, skandując i klaszcząc. Dziewczyna piszczy ze szczęścia. Za butelkę trunku i kilkanaście minut takiej przyjemności zapłaci od 500 do kilku tysięcy dolarów. W host clubach ceny zaczynają się od 10 dolarów za małą szklankę piwa. Hości wolą jednak brandy lub szampana, a ceny tych trunków są ogromne.

Za spektakularne show, na przykład budowanie wieży z kieliszków, po których szampan leje się strumieniami, klientka zapłaci 10-20 tys. dolarów, w zależności od wysokości wieży i jakości szampana. Kazuma: – Początkujący hości zarabiają prawie 2 tys. dolarów miesięcznie. Ja dostaję siedem. A będzie lepiej. Najpopularniejszy host w tym klubie, Nobutora, zarabia około 100 tys. – W tej pracy trzeba mieć mocną głowę – mówi Shusei, niski, pulchny, w pstrokatej koszuli, ze złotym sygnetem. – Pić trzeba nawet w trakcie rozmowy o pracę. Właściciel ocenia, czy po kilku drinkach nie plącze się język.

– Przeciętna klientka w dwie godziny wydaje tu 500-700 dolarów. Opłata za godzinę rozmowy to ok. 100 dolarów, reszta to drinki. Naszym zadaniem jest pić jak najwięcej, bo dostajemy procent od kupionych przez nie trunków. Właściwie codziennie jesteśmy pijani – dodaje Masaki, 30-latek, który zbliża się do końca kariery. Nie ma planów na przyszłość. Chce pracować najdłużej jak się da.

W host clubach mężczyźni pracują do 35. roku życia. Większość z nich nie skończyła studiów, nie mają żadnych innych umiejętności. Niektórzy otwierają własne kluby, bo trudno im zrezygnować z dużych pieniędzy, kobiet i wiecznej imprezy. Inni zrywają z przeszłością. Nasze dwie godziny zbliżają się do końca. Wraca elegancki portier, który witał nas przy drzwiach. – Który z chłopców przypadł paniom do gustu? – pyta.Wybieramy dwóch. Odprowadzają nas do wyjścia i wręczają czarno–srebrne wizytówki z numerami telefonów i adresami e-mailowymi. – Zadzwońcie, jak będziecie chciały jeszcze kiedyś się spotkać – kokietują.

Źródło: Wysokie Obcasy

Jedna odpowiedź to “Gejsza”

  1. Droga Ala Says:

    Szkoda, ze u nas nie ma takich klubów, zrobiłabym sobie prezent na Dzień Kobiet:D


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: